przesądy śmierć w sobotę
Zniknął w sobotę. W Tatrach zaginął turysta! Wielka akcja TOPR. Ratownicy TOPR szukają turysty, który wyruszył samotnie w sobotę w stronę Czerwonych Wierchów. Do dziś nie wrócił i nie ma z nim kontaktu. Warunki w Tatrach są ciężkie, niezależnie od pory roku. W lato byliśmy wszak świadkami wielu akcji ratunkowych często
W sobotę (14 października 2023) popołudniu przed meczem Kacper H. (18 l.) z Medyki przygotowywał murawę na boisku na mecz swojej drużyny Bizon Medyka. Niestet
Joanna Wielocha z nowodworskiej policji. - Do dyżurnego o godz. 11:35 dotarła informacja o zdarzeniu drogowym w Palmirach. W zdarzeniu brał udział motocykl i pojazd osobowy mari BMW. Niestety
Polskę i świat opanowało ślubne szaleństwo. Nie na długo. Po tym, jak w mediach pojawiły się informacje o przesądzie, według którego siódemka to kosa, czyli śmierć, zaczęto odwoływać ceremonie. To dowód, że mimo rozwoju cywilizacji i postępu magia oraz przesądy mają się świetnie. Jakby czekały na epokę faktu i informacji.
Re: Jutro 13-piątek- czy wierzycie w przesądy? Wierze, ze 13 jest bardzo szczesliwa liczba. Ja sie urodzilam 13 w czwartek a moja corka wlasnie 13 w piatek i dlatego uwielbiam trzynastki; 🙂
Koszalin. Nie żyje Piotr Zalewski. Rozweselał chore dzieci w szpitalu. Dramatyczne informacje przekazał portal koszalininfo.pl. - W sobotę, 2 września rano w Szpitalu Wojewódzkim w
soal matematika kelas 1 sd penjumlahan dan pengurangan. Godłem SMW był fioletowy bratek ‒ ogólnoświatowy symbol związków i stowarzyszeń wolnomyślicielskich Fot. Archiwum Akt Nowych Po II wojnie światowej na terenie Gdańska i Gdyni działało Stowarzyszenie Myśli Wolnej. Wolnomyśliciele domagający się „zeświecczenia życia społecznego” dla władz komunistycznych pozostawali z jednej strony zbyt „burżuazyjni”, z drugiej - za bardzo „antyklerykalni”. Lato 1945 r. W warszawskim mieszkaniu dyskutują przedwojenni wolnomyśliciele - Teofil Jaśkiewicz, Józef Kobyłecki i Maria Szymańska. Układają słowa odezwy, którą tytułują „Głos pokrzywdzonych”. „Oto my: bezwyznaniowcy, ateusze, sektanci, wolnomyśliciele podnosimy nasz głos! Czy nie czas dać i nam wreszcie prawa jednakie z resztą obywateli? (…) Czy nie czas wreszcie «czarną międzynarodówkę» postawić na właściwe dla niej miejsce?” - piszą. Kilka miesięcy później na biurko ówczesnego ministra informacji i propagandy trafia zawiadomienie o zamiarze utworzenia nowej organizacji. Jej celem ma być „całkowita laicyzacja życia społecznego” i „walka z uroszczeniami kleru”. Wolnomyśliciele czekają aż sześć miesięcy na decyzję… Zebrania miały przebieg chaotycznyStowarzyszenie Myśli Wolnej w Polsce zostało oficjalnie zarejestrowane 13 maja 1946 r. W ciągu czterech lat w całym kraju powstały 144 oddziały i koła. Inauguracyjne spotkanie członków SMW w Gdańsku odbyło się 29 listopada 1947 r. Pierwszym tymczasowym przewodniczącym został Zygmunt Jodłowski. Kolejnym był Michał Kaszyc, a trzecim i zarazem ostatnim - Feliks Żelawski. Wszyscy należeli do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Gdański oddział w okresie swojej działalności liczył 78 członków, w tym 21 aktywnych. Wśród tych ostatnich był Franciszek Kotus-Jankowski, działacz komunistyczny, prezydent Gdańska w latach 1945-1946. Dwa lata po Gdańsku powołano oddział SMW w Gdyni, którego praca, jak twierdzili sami członkowie, „przez pierwsze miesiące była nieregularna, a zebrania miały przebieg chaotyczny i nie po linii wolnomyślicielskiej”. Faktyczny początek aktywności gdyńskiego SMW przypada na 12 czerwca 1950 r. Przewodniczącym gdyńskiego koła został Alojzy Bandura, którego 28 stycznia 1951 r. na stanowisku zastąpił Józef Gall. Przez cały okres działalności oddział liczył 129 członków, w tym kilkadziesiąt osób, które wprawdzie zapisały się do stowarzyszenia, jednak nigdy nie odebrały legitymacji członkowskich. Zwalczyć przesądy, zabobony i gusła Stowarzyszenie Myśli Wolnej pozostawało organizacją zawieszoną między inteligencką, przedwojenną tradycją wolnomyślicielską a radykalnymi formami antyklerykalnymi. W pewnym stopniu SMW było kontynuatorem i spadkobiercą Polskiego Związku Myśli Wolnej, tj. działającej w okresie międzywojennym organizacji wolnomyślicielskiej o charakterze liberalnym. Pierwszy prezes SMW, wzmiankowany już Teofil Jaśkiewicz, przed wojną redaktor „Wolnomyśliciela Polskiego”, propagował idee kodyfikacji prawa małżeńskiego, tworzenia szkół i cmentarzy dla osób bezwyznaniowych, a także - czym wzbudzał niemały szok w społeczeństwie - postulował kremację zwłok lub oddawanie ich na cele naukowe. Po 1945 r., jako lider SMW, powrócił do tych koncepcji. Wolnomyśliciele w warunkach Polski „ludowej” apelowali o całkowite zeświecczenie życia społecznego, obronę moralnych, prawnych, gospodarczych interesów ludzi, chcących „wyzwolić się spod supremacji kleru wszelkich wyznań”, reformę grzebania zmarłych, „zwalczanie przesądów, zabobonów, guseł, znachorstwa, wróżbiarstwa i innych objawów ciemnoty”, krzewienie „ducha braterskości i pokoju międzynarodowego”, zniesienie kary śmierci oraz „spowodowanie oddzielenia kościołów wszelkich wyznań od państwa”. Głównym środkiem do realizacji tych postulatów był organ prasowy SMW „Głos Wolnych”. Godłem SMW został z kolei fioletowy bratek, ‒ ogólnoświatowy symbol związków i stowarzyszeń wolnomyślicielskich, który przyjęto na pierwszym międzynarodowym kongresie w Londynie w 1881 r. W SMW od początku ujawnił się także drugi nurt - antyklerykalny, marksistowski, odwołujący się bardziej do „dorobku” sowieckiego Związku Wojujących Bezbożników mającego na koncie stosowanie przemocy wobec osób wierzących, niszczenie obiektów sakralnych, profanację cmentarzy i przedmiotów kultu religijnego. Wrogowie w sutannach Dwie ścierające się ze sobą wizje widać na przykładzie funkcjonowania oddziału gdyńskiego. Część członków nawiązywała do przedwojennego dziedzictwa stowarzyszeń wolnomyślicielskich, uważając że głównym zadaniem oddziału jest „poszerzanie horyzontów myślowych uczestników spotkań”. Przedstawiciele tej frakcji twierdzili, że z ludźmi wierzącymi należy rozmawiać i „poprzez dialog przekonywać ich do wolnomyślicielskiego spojrzenia na rzeczywistość”. Zaznaczali wręcz, że w spotkaniach stowarzyszenia powinni uczestniczyć także członkowie Kościoła rzymskokatolickiego. Postulowali również, by referaty wygłaszane w czasie zebrań miały charakter naukowy. Przedstawiciele drugiej frakcji domagali się, by aktywiści SMW obligatoryjnie występowali z Kościoła rzymskokatolickiego, a działalność stowarzyszenia była „zgodna z linią partyjną”. Podkreślali, że referaty naukowe są „mylne i niedostosowane” do rzeczywistości i należy zastąpić je odczytami ideologicznymi. Prym w takim rozumowaniu wiódł przewodniczący Bandura, który zwracał uwagę, że członkami oddziału są „głównie robotnicy, dla których zagadnienia naukowe są niezrozumiałe, ponieważ nie mają oni odpowiedniego wykształcenia, by przyswoić sobie ich treść”. Podczas jednego ze spotkań wskazano, by w końcu „postawić na światło dzienne wrogów w sutannach, którzy podczas okupacji, jak i obecnie otumaniają młodzież”. „My, organizacja wolnych i niezależnych ludzi, żyjemy w wieku, w którym tworzy się człowieka nowego i chcemy nasze młodsze pokolenie wyzwolić z ciemnoty, jaką daje religia” - przekonywał jeden z członków gdyńskiego oddziału. Frakcja antyklerykalno-marksistowska ujawniła się także w oddziale gdańskim SMW. Przewodniczący Żelawski zwracał uwagę, że opracowywane referaty powinny zawierać część teoretyczną i uwagi praktyczne dotyczące ówczesnej rzeczywistości w Polsce „ludowej” „w ujęciu marksistowskim, klasowym”. W tym duchu część członków wystąpiła z postulatem zmiany statutu stowarzyszenia „po linii materialistycznego pojmowania dziejów i skierowania działalności SMW na tory klasowego uświadomienia i wychowania społeczeństwa”. Obowiązujący statut uznano za przestarzały i oparty na „burżuazyjnych hasłach wolnomyślicielskich”. Idąc dalej, gdańscy działacze zaproponowali centrali SMW zmianę nazwy na Związek Bojowników Postępu albo Związek Wolności Sumienia. Od października 1949 r. w całym SMW wyraźnie zaczęła dominować frakcja marksistowska. Na poziomie centralnym usunięto dotychczasową ekipę z prezesem Jaśkiewiczem na czele, wskazując że nie wykorzystał on „pomyślnych warunków obecnej rzeczywistości Polski Ludowej”. Zmiany personalne z czasem objęły także struktury sojusznicy Wydawać by się mogło, że Stowarzyszenie Myśli Wolnej ze swoimi postulatami - z jednej strony laickimi, z drugiej antyklerykalnymi, idealnie wpisywało się w koncepcje ideowo-polityczne władz po 1945 r. Nic bardziej mylnego. SMW, które wyraźnie „nie nadążało” za polityką wyznaniową ówczesnych decydentów, zostało uznane za narzędzie nieskuteczne w walce z religią i kościelną hierarchią. Z jednej strony - bo było (przez logo i nazwę) „zbyt burżuazyjne”, a z drugiej - za bardzo radykalne (z powodu części głoszonych postulatów). Komuniści z Bierutem na czele mieli inny pomysł na rozprawę z Kościołem. Zdawali sobie sprawę, że polskie społeczeństwo, mocno zakorzenione w katolicyzmie, nie ulegnie łatwo hasłom proponowanym przez SMW. Jedyną skuteczną metodą jawiło się wewnętrzne rozbicie szeregów duchowieństwa i katolików świeckich. Do realizacji tego zadania miały służyć środowisko skupione wokół Bolesława Piaseckiego, a także ruch księży „patriotów” (duchownych, którzy zdecydowali się na jawną współpracę z komunistyczną władzą - przyp. autor). Polityka wyznaniowa państwa doprowadziła do całkowitej dezorientacji i paraliżu organizacyjnego w szeregach wolnomyślicieli, którzy nie potrafili sobie wytłumaczyć „dziwnej współpracy” komunistów z katolikami. SMW nieudolnie próbowało atakować zarówno Piaseckiego, jak i grupę księży „patriotów”. Wolnomyśliciele zaplątani w swój eklektyczny, niezrozumiały dla szeregowych członków program, okazali się sojusznikami niepewnymi i podejrzanymi. W najwyższych kręgach partyjnych zapadła więc decyzja o likwidacji SMW. Informację przekazano oddziałom 29 stycznia 1951 r., zalecając zaprzestania wszelkiej działalności do 15 lutego. Do tradycji wolnomyślicielskiej jako drogi zmierzającej do ateizacji i laicyzacji, a także walki z Kościołem, komuniści wrócili dopiero w 1957 r., powołując Stowarzyszenie Ateistów i Wolnomyślicieli. Oddział wojewódzki SAiW powołany został jako jeden z pierwszych w Polsce 7 stycznia 1957 r. W znacznej części tworzyli go byli członkowie SMW, oficjalnie odwołujący się do… dziedzictwa zlikwidowanej kilka lat wcześniej organizacji. Pisząc artykuł, korzystałem z dokumentów zgromadzonych w Archiwum Akt Nowych w Warszawie i Archiwum Państwowym w Gdańsku, a także opracowań naukowych Barbary Jakubowskiej i Jan Hlebowicz jest historykiem, publicystą, pracownikiem OBBH IPN ofertyMateriały promocyjne partnera
Śmierć – to jedna z najważniejszych spraw w życiu człowieka. Mówi się przecież, że kto się urodził – musi też kiedyś umrzeć. Śmierć więc towarzyszy nam w pewien sposób od pierwszego dnia życia. W ujęciu biologicznym umieranie rozpoczyna się wraz z procesem starzenia się komórek; faktycznie następuje, gdy ustają czynności życiowe mózgu. Boimy się jej, ale i w jakiś sposób otaczamy szacunkiem wszystkie sprawy z nią związane. Jest tematem tabu, ale też najczęstszym wątkiem ludzkich refleksji i rozmów. Bywa inspiracją dla artystów, a poszukiwanie eliksiru młodości dającego gwarancję życia wiecznego jest odwiecznym marzeniem mieszkańców Ziemi. Sen o pogrzebie Zdarza się niemal każdemu. To zapewne kumulacja czarnych myśli i zwyczajnych obaw związanych z końcem życia sprawia, że o śmierci śnimy dość często. Interpretacje snów o umieraniu i pogrzebach są bardzo różne. Z zasady uznaje się, że sen o własnym pogrzebie to bardzo dobry znak zwiastujący długie życie w dobrym zdrowiu i dostatku. Dobrze jest również śnić o pogrzebie żyjących jeszcze rodziców i dziadków. Lepiej nie mieć snów o śmierci przyjaciół – to zapowiedź kłótni, sporów i kłopotów. Przesądy pogrzebowe dawniej i współcześnie Kiedyś śmierć członków rodziny czy sąsiadów była sprawą całej wsi. Gdy ktoś umierał w nocy budzono wszystkich domowników oraz zwierzęta. Wierzono, że dusza zmarłych może pociągnąć za sobą śpiącego. Przed śmiercią do ręki konającego wkładano gromnicę – świecę, którą pierwszy raz zapalono podczas jego chrztu. W czasie odchodzenia miała mu oświetlać drogę do wieczności. Dzisiaj ludzie umierają w szpitalach czy gdzieś poza domem i nie zawsze w chwili zgonu jest przy nich ktoś z rodziny. Ale nawet obcy starają się uszanować i docenić powagę chwili choćby refleksją w ciszy czy modlitwą. Rytuały przedpogrzebowe związane z otoczeniem W momencie śmierci zamykano w domu wszystkie okna, a także wygaszano ogień. Na lustra, okna i przedmioty, w których widać odbicia zakładano zasłony. Ponoć dusze przeglądając się w nich mogły wystraszyć się, schować i potem byłby problem z opuszczeniem tego świata. Jeśli w domu były zegary, zatrzymywano je. Wszyscy żałobnicy od tej momentu śmierci Bliskiej Osoby zachowywali spokój i powagę, mówili półgłosem, spędzali czas na modlitwie lub przygotowaniach do pogrzebu. Głośny lament i płacz uważano za niestosowny i utrudniający zmarłym przechodzenie na drugą stronę. Przesąd o zasłanianiu luster i zatrzymywaniu zegarów przetrwał do naszych czasów. Niektórzy zasłaniają monitory komputerów oraz ekrany telewizorów. Nie wiadomo, jak radzą sobie z zatrzymaniem zegarów w telefonach czy komputerach, ale zegary analogowe trwają często w bezruchu aż do dnia pogrzebu. Przygotowanie zwłok do pochówku Wiele przesądów wiąże się także z przygotowaniem ciała do pochówku. Umyciem zmarłego powinny zająć się jego dorosłe dzieci lub współmałżonek albo inna bardzo bliska osoba. Panny i kawalerów ubierano w stroje ślubne. Osoby starsze w ciemne garnitury lub suknie. Dbano bardzo o jakość odzieży – zazwyczaj była nowa, specjalnie uszyta. Krawcy starali się, aby szwy nie były zakończone supełkami, które symbolizować mogły zapętlenie duszy w ziemskie sprawy. Do trumny zmarłemu dawano różaniec i książeczkę od I Komunii Świętej, a także nieraz chusteczkę, okulary, drobne pieniądze do kieszeni. Monety układano również na powiekach zmarłego. Przesąd zakazywał za to wkładania żywych kwiatów. W zamian za to układano wiązanki ziół zasuszonych po Bożym Ciele lub sierpniowym święcie Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – zwanym w Polsce popularnie Matki Bożej Zielnej. Czuwanie i pogrzeb Czuwanie przy zmarłym było bardzo ważne – nie pozostawiano go samego ani na chwilę. Przed pogrzebem przez trzy dni odmawiano różaniec, śpiewano pieśni oraz w pogodnych rozmowach wspominano zmarłego. Tuż przed ceremonią w domu zbierała się cała rodzina, sąsiedzi i mieszkańcy wsi. Każdy chciał się pożegnać. Wiele osób uważało i nadal uważa, że dotknięcie ręki zmarłego albo czubka jego butów spowoduje, że zmarły nie będzie nas nachodzić w snach. Dawniej w pogrzebach nie uczestniczyły kobiety ciężarne. Ponoć szkodziło to dzieciom. Pogrzeby starano się organizować przed niedzielą. Powszechne przekonanie o „pociąganiu” kogoś z rodziny jeśli zmarły przeleży w domu przez niedzielę pokutuje do dzisiaj. Warto jednak spojrzeć na to realnie: wszak trudno, a nawet jest niemożliwe, zorganizować pogrzeb przed niedzielą, jeśli ktoś umarł w piątek. Trumnę wynosili z domu mężczyźni spokrewnieni ze zmarłym. Zawsze niesiono go nogami skierowanymi w stronę wyjścia. Przy wyjściu z domu uderzano trzykrotnie trumną o próg. Po wyprowadzeniu przewracano taborety, na których stała trumna oraz wszystkie inne krzesła i siedziska. Otwierano także okna, szafy, szafki i szuflady, drzwi do wszystkich pomieszczeń oraz wrota do budynków gospodarczych. Otwieranie tych wszystkich miejsc było ważne, aby dusza zmarłego nie schowała się gdzieś i nie zatrzymała na ziemi. Odwracanie taboretów miało zaś utrudnić duszy przycupnięcie i pozostanie w domu. Uważa się również, że odwracanie przedmiotów – podobnie jak zatrzymywanie zegarów – to nawiązanie do symboliki śmierci, która jest odwrotnością życia.
Co oznacza kichanie? Dotyczące go przesądy różnią się w zależności od kraju. Nie dotyczą one tylko ludzi. Kichanie kota może np. wskazywać na to, jaka będzie pogoda. Jakie są najpopularniejsze przesądy związane z kichaniem?Kichanie jest naturalnym zjawiskiem fizjologicznym naszego organizmu, które nie musi oznaczać nic złego. Jednak na przestrzeni wieków w wielu miejscach na ziemi powstawały przesądy związane z kichaniem. Dlaczego? Ludzie nie potrafili racjonalnie wyjaśnić tego naturalnego odruchu, więc zaczęli mu przypisywać pewne znaczenia. Uważali, że kichanie jest dziełem nadprzyrodzonych mocy czy dobrych lub złych duchów, które przez to chcą coś przekazać ludziom. Co według ludowych wierzeń może oznaczać kichanie?Główne przesądy związane z kichaniemWiększość przesądów powstawało w celu wyjaśnienia zjawisk lub wydarzeń, których nie dało się racjonalnie wytłumaczyć. Również zabobony związane z kichaniem powstały z niewiedzy dotyczącej tego, skąd pochodzi ten mimowolny, naturalny odruch. Dlatego zaczęto mu przypisywać pewne znaczenia i zastanawiać się, czy jest dobrym, czy złym znakiem. W zależności od tego, czy kichało się rano czy wieczorem, sytym czy na czczo, w niedzielę lub środę, kichanie mogło oznaczać coś zupełnie innego. Jeśli np. kichnie się w prawo, według zabobonów, możemy spodziewać się nieoczekiwanego zastrzyku gotówki. Jeśli zaś kichniemy w lewo, możemy doświadczyć dużego rozczarowania ze strony członka rodziny lub bliskiego znajomego. Gdy kichniemy na czczo w wigilię Bożego Narodzenia, będziemy cieszyć się długim i zdrowym życiem. Zabobony związane z kichaniem występują również w innych krajach. Jeśli np. kichnie Grek, może być on pewien, że ktoś właśnie o nim ciepło dieta Jedzenie w biegu nam szkodziDzień Dobry TVNPrzesądy o kichaniu a dni tygodniaIstnieje kilka wersji mówiących o tym, co oznacza kichanie w dany dzień tygodnia. Według niektórych źródeł kichnięcie w poniedziałek oznacza, że otrzymamy miły prezent. Według innych podań możemy spodziewać się ważnych wiadomości. Kichnięcie we wtorek może oznaczać początek dużych kłopotów lub to, że ktoś nas niespodziewanie pocałuje. Jeśli zaś kichniemy w środę, możemy spodziewać się nieprzyjemnych wiadomości lub odwrotnie, wizyty kogoś, kogo bardzo lubimy i cenimy. Kichnięcie w czwartek może zwiastować daleką podróż lub przykrą wiadomość o śmierci kogoś bliskiego. Z kolei kichnięcie w piątek może oznaczać niespodziewany przyjazd gości, w sobotę – szkodę, a w niedzielę spotkanie z ukochaną o kichaniu a liczba kichnięćOprócz tego, w jaki dzień tygodnia kichniemy, ważne jest też to, ile razy kichniemy. Jeśli jest to pojedyncze kichnięcie, możemy być pewni, że ktoś nas po cichu wychwala. Jeśli zaś kichniemy dwa razy oznacza to, że ktoś ze znajomych źle o nas mówi za naszymi plecami. Trzykrotne kichnięcie wskazuje z kolei na to, że ktoś się w nas zakochał i po cichu do nas związane z kichaniem kotówPrzesądy dotyczące kichania nie odnoszą się jedynie do ludzi. Wiele zabobonów o kichaniu dotyczy też domowych zwierząt, np. kotów. We Włoszech duża liczba zabobonów jest podobna do polskich – tam również przejście pod drabiną, rozbicie lustra czy spotkanie na swojej drodze czarnego kota zwiastuje nieszczęście. Jednak we Włoszech kot może być też zwiastunem pomyślności – jeśli ktoś usłyszy, jak kicha kot, może liczyć na łut szczęścia w najbliższych dniach. Z kolei jeśli kot myje sobie pyszczek, oznacza to, że nadchodzi załamanie pogody. Również w Wielkiej Brytanii dzięki obserwacji kotów można wywnioskować, jaka pogoda nas czeka. Jeśli domowy kot myje się za uszami, siada tyłem do kominka lub właśnie kicha, oznacza to, że niedługo spadnie ulewny deszcz. Ciekawostką jest, że czarne koty – odwrotnie niż we Włoszech i w Polsce – przynoszą w Wielkiej Brytanii związane z kichaniem a cechy charakteruNa podstawie tego, jak ktoś kicha, możemy również wywnioskować, jakie są cechy charakteru danej osoby. Określanie osobowości na podstawie stylu kichania nie jest wprawdzie typowym zabobonem, jednak ma w sobie coś z przesądów. Jak więc rozpoznać, z kim mamy do czynienia na podstawie tego, jak on lub ona kicha? Jeśli ktoś tłumi kichnięcie lub stara się odejść od innych, można wywnioskować, że jest osobą wrażliwą i nieśmiałą. Jeśli zaś ktoś kicha głośno i bez żadnego zażenowania w tłumie, może to oznaczać, że mamy do czynienia z ekstrawertykiem. Z kolei introwertycy chcą za wszelką cenę ukryć to, że kichają. Będą więc zasłaniać się rękami i starać się kichać w jak najcichszy także:Autor:Adrian AdamczykŹródło zdjęcia głównego: Guido Mieth / Getty Images
przesądy śmierć w sobotę